Pomysł przyjęto do realizacji. Zadaniem Anny Olko było zorganizowanie szopki po stronie artystycznej, zaś stronie technicznej: Mariana Pędlowskiego i Stanisława Górskiego.
We wtorek wieczorem Stanisław Górski, bez problemów uzyskał zgodę ks. proboszcza Edwarda Franuszkiewicza, zaskoczonego pomysłem. W piątek po południu konstrukcja szopki i drewniany żłóbek - były gotowe Ich wykonawcą była firma Adama Szymonika. Niezastąpieni strażacy, dzięki zaangażowaniu Mariusza Ślusarczyka i Pawła Kazaneckiego, wykonali roboty wykończeniowe - dach i ściany (oczywiście z wikliny) oraz zagrody dla zwierząt. Wszystkie materiały wykończeniowe i dekoracyjne przekazał Mirosław Olko. Dokończenia dzieła dokonał Stanisław Górski z synem Piotrem, poprzez obicie szopy deskami oraz oświetlenie. Słomę i siano przekazał Tomasz Baran z Przędzela - Kolonii.
W trakcie prac przygotowawczych pomocy nie odmówili: nadleśniczy Edward Tomecki oraz Józef Łojek - Kierownik Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Rudniku nad Sanem, a także Piotr Potocki - Dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Rudniku nad Sanem i Krzysztof Skiba - pracownik ośrodka. Do udziału w „żywej" szopce bardzo chętnie włączyły się rudnickie dzieci i młodzież, w tym harcerze. Nie byłoby „żywej" szopki bez zwierząt. Koń huculski, owca, baran, dwa kucyki, trzy kozy, kozioł i króliki - przyjechały nie tylko z Rudnika, ale także z ... Obojni, z gospodarstwa agroturystycznego Edwarda Madeja.
W drugi dzień Bożego Narodzenia, po mszy św. o godz. 11-tej odbyło się wspólne śpiewanie kolęd. Wokół szopy zebrało się mnóstwo mieszkańców miasta. Dla dzieci największą atrakcję stanowiły oczywiście zwierzęta. Organizatorzy zapewniają, iż „żywa" szopka na stałe zagości w bożonarodzeniowej tradycji naszego miasta.
W kilka dni później Stanisław Górski, z pomocą strażaków zdemontował szopkę, materiał złożył w bezpiecznym miejscu.
11 stycznia 2008 roku podczas specjalnego spotkania podziękowali wszystkim uczestnikom oraz tym, którzy udzielili pomocy w organizacji szopki. W spotkaniu wzięło udział dwudziestu z 35. osobowej grupy uczestniczącej w organizacji szopki. Marian Pędlowski szczególne podziękowania skierował do Edwarda Madeja i jego synów, których zwierzęta przywiezione aż z Obojni, stanowiły największą atrakcję dla dzieci oraz do Adama Szymonika, który nie tylko bezinteresownie wykonał konstrukcję szopy, ale przekazał ją nieodpłatnie organizatorom, z nadzieją, iż będzie służyła jeszcze wiele lat. Dodał, iż na nadzwyczajne uznanie zasłużyli wszyscy, którzy bezpośrednio uczestniczyli w szopce - nie straszny był im siarczysty mróz i przenikliwe zimno.
Stanisław Górski z uznaniem odniósł się do postawy Nadleśniczego Edwarda Tomeckiego, który nie odmówił pomocy w dostarczeniu drewna. Ostatecznie organizatorzy z pomocy tej nie skorzystali, ale liczyła się dobra wola. Wola pomocy z pewnością będzie wykorzystana w kolejnych latach wystawiania „żywej" szopki. Mówił również o ogromnym zaangażowaniu Mirosława Olko w wiklinowy wystrój szopki.
Anna Olko między innymi zwróciła uwagę na bardzo aktywną pomoc ze strony rudnickich strażaków.
FOTOREPORTAŻ: